- Przepraszam, nie wiedziałem, że tak to wyjdzie…
- Mouse a czego się spodziewałeś? – Mimo iż był niższy ode mnie czułem jakby górował nade mną wzrostem.
Sam do końca nie wiedziałem co się wydarzyło. I wcale nie miałem tutaj na myśli sytuacji obecnej tylko WSZYSTKIEGO co mnie otaczało przez ostatni czas. Tego już było tyle, że żadne słowa nie wyraziłyby mojego zakłopotania i niezrozumienia.
Nie chciałem odpychać Justina, który chyba po raz pierwszy odważył się tak śmiało do mnie podejść. Z drugiej zaś strony kompletnie nie zrozumiałem reakcji Lan Ho, która nic nie mówiąc wyparowała z pokoju. Dosłownie NIC. To nie tak, że dziwiła mnie reakcja na fakt, że całuje się z kimś innym - bardziej dziwiło mnie to, ze ona nigdy jawnie nie powiedziała, że coś do mnie czuje czy chociażby się mną interesuje, więc teoretycznie... nawet nie miała prawa mieć problemu.
Słuchanie o rozterkach dziewczyny sprawiło, że myślami cofnąłem się do czasów kiedy byłem taki jak ona. Zwykły pionek w ogromnej grze o której nie miałem pojęcia, a robiłem to by zająć się moją matką. W tym przypadku była to jej siostra jednak na jedno wychodziło. Poczułem, że możemy być w pewnym sensie podobni do siebie ; oboje robimy to by członek rodziny mógł spokojnie żyć.
- Jeśli będziesz chciała happy meal to nie zdziw się, że Cię wyśmieję. - powiedziałem z lekkim uśmiechem.
Słuchałem ze skupieniem opowieści Taigi. Nie mogłem uwierzyć, że coś takiego przeżyła. Byłem w dużym szoku, jak ze szczegółami opowiadała o swoim byłym, który zasłużył na to, co go finalnie spotkało. Nie żałowałem drania, zasłużył na coś gorszego. Dobrze, że nie będzie miał już okazji, by skrzywdzić kogokolwiek. Ze zmarszczonym czołem rozmyślałem o tym, jaką odwagą wykazała się ta niepozorna, drobna dziewczyna, by ocalić swoje życie. Dosłownie otarła się o śmierć. Wykazała się trzeźwością umysłu i dużym sprytem, dzięki czemu przeżyła i wyszła z takiej beznadziejnej sytuacji cała. Ja zapewne bym spanikował, gdybym był na jej miejscu. Nie byłem typem bohatera.