Powrót do Londynu niestety przyszedł wcześniej niż się tego wszyscy spodziewaliśmy. Nikt nie sądził, ze sytuacja do tego stopnia wymknie się spod kontroli, a Serpents dowie się o mojej nieobecności szybciej niż przewidywałem. Opuszczone miejsca zazwyczaj były składowiskiem nielegalnych przedmiotów. Rzecz jasna nie stały sobie w kontenerkach zaraz na wejściu, a były doskonale ukryte, ale z jakiegoś powodu CI psychole mieli doskonała umiejętność obserwacji i dosłownie rozpracowali system naszych dostaw oraz ich miejsce.
Musieliśmy szybko coś z tym zrobić. Max reagował szybciej niż ja, dlatego gdy tylko się o tym dowiedział postawił tam jeszcze więcej ludzi. Jak się domyśliliśmy - napad miał być zaplanowany na czas dostawy, bo wtedy jest największe zamieszanie i najwięcej niewinnych, nie wmieszanych w nasze porachunki ludzi, których wolałbym nie stracić. Serpents doskonale o tym wiedziało, dlatego wybierze taki moment, by zrobić jak największą rozrubę.
Wracając do swojego mieszkania pierwsze co zrobiłem to powiadomiłem kilku moich ludzi o tym jak wygląda sytuacja. Musieli być na to przygotowani. Usiadłem wygodnie w fotelu w biurze swojego apartamentu i myśląc nad cała sytuacją w końcu wybrałem numer do chłopaka mojej siostry. Odebrał niemal od razu chociaż na pewno był teraz w pracy. Oddział policji bez niego kompletnie sobie nie radził, dlatego dzień po naszym powrocie był już na równych nogach w swoim mundurku na komendzie. Nie rozmawialiśmy długo, nie wiedziałem kto z nim jest i kto może nas słyszeć, dlatego poprosiłem jedynie o przyjazd do mnie wraz z Lukrecją jeżeli jest taka możliwość. Nie protestował - jak zwykle. Był niezastąpiony, a zrobienie sobie z niego kompana do walki z psycholami było chyba moja najlepszą decyzją, jaką miałem okazję podjąć w ostatnim czasie.