niedziela, 10 lipca 2022
Od Rimmy CD Maxwell'a
Od Maxwell'a CD Rimmy
- Ale to.. Ugh! - zaczęła jednak szybko ponownie zamknęła usta i wydawała z siebie dość sfrustrowany jęk. - Uznasz, że zwariowałam. Albo, że mam halucynacje. Albo, że już wcześniej piłam i dlatego to widziałam..
- Rimma. Proszę. Mówię teraz zupełnie poważnie, cokolwiek by to nie było, możesz mi powiedzieć. Chyba na przestrzeni roku mówiłaś mi różne głupoty nie uważasz? I nigdy w nie nie wątpiłem. Dlaczego miałbym robić to teraz? - na wspomnienie o czasie naszego związku ponownie odwróciła głowę w moją stronę i chyba teraz poważnie kontemplowała wyznanie prawdy.
Od Lydii/Faye CD Zeno
Tym pytaniem trochę mnie zaskoczył. Nie sądziłam, że sam się nie domyślał. Chyba że chciał to po prostu usłyszeć z moich ust.
- Jesteś mi naprawdę bliski, jak starszy brat. Pomogłeś mi, kiedy tak naprawdę nie musiałeś tego robić. Wtedy na ulicy mogłeś po prostu zabrać kasę i mnie zostawić na pastwę losu, a jednak zabrałeś mnie ze sobą. Fakt, na początku troszeczkę mnie przerażałeś i totalnie ci nie ufałam, ale teraz byłabym w stanie zrobić wszystko o co byś mnie poprosił – Zeno otworzył usta, żeby coś powiedzieć jednak wyprzedziłam go poprawiają wcześniej wypowiedziane słowa. – Prawie wszystko, żebyś nie próbował tego wykorzystać – uśmiechnęłam się. – Pamiętaj, że jeśli kiedykolwiek będziesz czegoś potrzebował to jestem i chętnie ci pomogę – nie wiem czy takiej odpowiedzi się spodziewał, ale powiedziałam dokładnie to co do niego czułam. Był pierwszą osobą, od której poczułam troskę i ciepło. Nie okazywał tego tak jak inni ludzie, ale i tak to doceniałam.
- Doceniam to – uśmiechnął się nieznacznie i położył dłoń na mojej głowie. Poklepał mnie po niej kilka razy niczym psa i wyminął ruszając w stronę wyjścia z domu. – Czym przyjechałaś?
- Samochodem? – odpowiedziałam pytająco jakby to było coś dziwnego.
- Skąd masz samochód? I prawo jazdy? – zdecydowanie go to zaskoczyło. Przewróciłam oczami i wyciągnęłam kluczyki z torebki.
Od Zeno - CD Lydii
Wciąż wylegując się na obszernej kanapie podniosłem dłoń i za chwilkę położyłem ją sobie za głową. W drugiej trzymałem telefon, w który cały czas byłem wpatrzony nawet kiedy rozmawiałem z blondynką. Dopiero teraz, gdy padła propozycja odrzuciłem go gdzieś za siebie i westchnąłem głośno spoglądając na dziewczynę.
-Gdybym jeszcze był zdolny coś zjeść...- odpowiedziałem na to tak by nie poczuła się odrzucona. To byłą szczera prawda, a ja naprawdę przy niewiele osobach czułem się na tyle swobodnie, by coś takiego powiedzieć.
-Musisz coś jeść, bo będziesz chorował. Przestań wszystko trzymać w sobie. Masz tyle ludzi dookoła siebie! - strofowała mnie biorąc zimną szklankę w swoje drobne ręce. Cały czas jej spojrzenie było bacznie wbite we mnie, nie spuszczała mnie nawet na sekundę.
