czwartek, 23 czerwca 2022

Od Beatriz - CD Kirke

Mało brakowało, a Bea zasnęłaby już przy opatrywaniu ran, choć czuła jak środki dezynfekujące i inne płyny oraz przedmioty mające kontakt z jej ranami sprawiają, że jej układ nerwowy dosłownie wariuje z nadmiaru bólu. Ile by dała, by osłabić jego działanie jakimkolwiek narkotykiem. Tyle, że jakaś bardziej przytomna część jej umysłu niemal od razu zaoponowała, przypominając kobiecie, że i tak już zdrowo przesadziła. Cóż, miała rację, ale przecież marzenia jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Również wtedy, gdy były bezdennie głupie. 

Na całe szczęście wszystko w życiu ma swój koniec, więc i ten horror w końcu do niego dotarł, a ona sama dała się zaprowadzić niczym bezwolna marionetka do jednego z pokoików na górnym piętrze i położyć prosto do niewielkiego, acz o wiele bardziej wygodnego niż się spodziewała łóżka. Ku swemu zdziwieniu jednak potrzebowała kilku ładnych minut od chwili zamknięcia się drzwi, by oddać się opiekuńczym ramionom Morfeusza. Najwidoczniej nawet niewątpliwa moc wypitego alkoholu nie była w stanie ukoić jej obaw związanych z przeżyciem choćby najbliższych kilku dni. Miała jedynie nadzieję, że również Ixaca zdołała umknąć spod noża rozwścieczonemu Leonardowi. Nie mogła (a może zwyczajnie nie chciała) wyobrazić sobie dalszego trwania na tym padole rozpaczy bez swej futrzanej obrończyni u boku. Przecież to właśnie dzięki jej wstawiennictwu nadal po nim w ogóle stąpała. 

- Przysięgam, że Cię znajdę. - Wymruczała jeszcze zanim zacisnęła ciężkie powieki. 

wtorek, 21 czerwca 2022

Od Kirke CD Beatriz

Wróciłam na część barową, by sprawdzić, czy bałagan został uprzątnięty. Jak się okazało, została jedynie Heather, która zmywała stoły. Bar był czysty i pusty. Najpewniej wszyscy ruszyli w drugą część, która należała do klubu. Oparłam się o kolumnę i spoglądałam to na krzesła, stoły, w miejsce, gdzie niegdyś widziałam krew i szkło. Teraz jednak świeciła tam czystka. Ruszyłam zza bar, by zrobić drinka zapracowanej dziewczynie. Przyda się jej po czymś takim. Gdy akurat robiłam drinki, dla siebie, dla Heather oraz Liz i Camili. Wiedziałam, że im się one przydadzą. Nuciłam sobie pod nosem i delikatnie maczałam w kolorowym drinku wisienkę. Nie jestem pewna, czy czekałam na współwłaścicielkę, czy może na to, by zawołała mnie Liz. Zwyczajnie tkwiłam w zawieszeni między młotem a kowadłem. Heather po umyciu stołów dołączyła do mnie przy barze, podsunęłam jej drinka i kiwnęłam głową, z lekkim uśmiechem. Miało to znaczyć "dziękuje, za ciężką pracę".

Od Beatriz - CD Kirke

Niby już przekraczając próg luksusowego duńskiego apartamentu, który zajmowała wraz z Willem doskonale zdawała sobie sprawę, że podejmując tę decyzję, podpisała na siebie wyrok śmierci, ale dopiero teraz, gdy letnia woda obmywała jej nagie, głęboko poranione w zdecydowanie zbyt wielu miejscach ciało, sprawiając jej niewyobrażalny wręcz ból, uświadomiła sobie z całą mocą, że nieważne jak daleko by uciekła, on zawsze prędzej czy później ją dopadnie. Może nadszedł najwyższy czas, by zwrócić się do Boga, jeśli ten faktycznie w ogóle istniał, i błagać o pomoc oraz wybaczenie ? W końcu rozmaici duchowni, u których czasem zatrudniała się jako pomoc domowa zwykli powtarzać, że nieważne jak się on zwie, zawsze troszczy się o swoje stworzenie. Tylko czy ten wszechmogący władca zechciałby wysłuchać próśb okropnej grzesznicy, którą z pewnością musiała być w jego oczach ? A co jeśli kogoś takiego w ogóle nie było ? Wtedy była skazana na łaskę innych ludzi, którym niestety nigdy nie potrafiła do końca zaufać.

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Od Kirke - CD Beatriz

Od dobrych sześciu godzin siedziałam w tych czterech ścianach, przy biurku i starałam się uzupełnić, nadrobić zaległe papiery związane z klubem i barem. Młody był z opiekunką. Camila miała parę spraw na mieście do załatwienia. Ma zjawić się wieczorem. Zależy, jak pozałatwia sprawy. To albo spotkamy się tutaj, albo w domu. Patrzyłam na monitoring, który znajdował się zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Wolałam mieć na wszystko oko i w razie czego powiadomić ochronę, kogo trzeba zawinąć.

niedziela, 19 czerwca 2022

Od Beatriz - do Kirke

Wsiadając na pokład samolotu lecącego z Kopenhagi do Londynu jak większość emigrantek Bea szczerze wierzyła, że w Wielkiej Brytanii czeka na nią nowe, wspaniałe życie. Przecież wreszcie miała poczuć się wolna dzięki olbrzymiej odległości dzielącej ją od okrutnego partnera i wręcz skąpanej w szeroko pojętej przemocy oraz oszustwach rodziny. Tymczasem jednak ta sama Anglia, która powinna stać się jej wybawieniem dość szybko zdążyła sprawić, że po raz kolejny w swoim wciąż młodym życiu najpierw chwyciła za żyletkę, by podciąć sobie żyły i wreszcie z tym wszystkim skończyć, a gdy to za sprawą jakiś wścibskich przechodniów, którzy za wcześnie zadzwonili po pogotowie nie przyniosło oczekiwanych skutków, wróciła do używek. Te nawet, jeśli nie zabijały jej od razu, to przynajmniej przy zastosowaniu odpowiednio wysokich dawek potrafiły sprawić, że przez parę następnych godzin czuła się jakby wisiała nad własnym ciałem. Niestety nie zawsze mogła pozwolić sobie na niewątpliwy luksus ich zakupu, bo często zwyczajnie brakowało jej pieniędzy. W tego typu dni, podobnie zresztą jak dzisiaj, udawała się do małego, zatęchłego domu schadzek pamiętającego chyba jeszcze czasy przedwojenne, by trochę dorobić. Owszem, zdawała sobie sprawę, że wybierając większy, lepiej prosperujący lokal zyskałaby również majętniejszych klientów, a co za tym idzie i wyższe stawki, ale ten, w którym co jakiś czas pracowała miał nad nimi przynajmniej dwie przewagi - po pierwsze mogła do niego spokojnie wprowadzać Ixacę, a co chyba jeszcze ważniejsze - miejscowa policja zaglądała do niego nadzwyczaj rzadko, dzięki czemu nie musiała obawiać się, że zostanie aresztowana w związku z mniej lub bardziej słusznym podejrzeniem jakiejś nielegalnej działalności. Ta ostatnia cecha rzecz jasna sprawiała, że do tego konkretnego burdelu niejednokrotnie przychodziły różne szumowiny, a ona musiała spełniać ich najbardziej perfidne zachcianki, ale taka w końcu była cena jej choćby chwilowego spokoju. 

Ta sielanka oczywiście nie mogła trwać wiecznie. Jej kochany małżonek prędzej czy później musiał ją wytropić i przynajmniej spróbować zaciągnąć z powrotem do Danii. Znała bowiem zdecydowanie za dużo jego brudnych sekretów, by mógł pozwolić, żeby samotnie szwendała się po dalekim świecie. Już kiedy w progu niemal klaustrofobicznego pokoiku umiejscowionego na poddaszu dostrzegła brodatego faceta o ciemnozielonych oczach, którego lewy policzek przecinała okropna stara blizna po nożu, wiedziała że przyszedł moment sądu.