czwartek, 30 czerwca 2022

Od Beatriz - CD Kirke

Na początek Bea zaciągnęła nieszczęsne kotary i przebrała się we wcześniej przygotowane ubrania, po czym z lekką pomocą suczki zaciągnęła nieprzytomnego chłopaka na stojący w przeciwległym kącie pokoju niewielki, stary fotel o lekko już wypłowiałym ciemnozielonym kolorze. Następnie rozejrzała się za czymś, co mogłoby jej posłużyć za substytut sznura, którym zamierzała przywiązać go do mebla na wypadek, gdyby usiłował zwiać natychmiast po odzyskaniu zmysłów. Sama będąc na jego miejscu najpewniej właśnie czegoś takiego by spróbowała. Dopiero teraz zauważyła, że młodzieniec jak na ochroniarza odznacza się wyjątkowo szczupłą posturą. Większość tych, których znała do tej pory przywodzili jej na myśl zapaśników albo przynajmniej bokserów, na których sam widok cierpła jej skóra. Tymczasem ten, którego obecnie miała przed sobą, w zestawieniu z tamtymi osiłkami przypominał bardziej małe dziecko niż dorosłego faceta. Aż prawie poczuła żal, że potraktowała go tak brutalnie. Szybko jednak odsunęła na bok wszystkie sentymenty, po raz kolejny sięgając do wnętrza torebki. Po chwili głębokiego zastanowienia wyjęła psią smycz. Wróciwszy z nią do zemdlonego, najpierw starannie skrępowała mu nogi, a później tę część, która jeszcze jej pozostała, przepuściła przez oparcie mebla, tym samym niemal całkowicie uniemożliwiając swojemu więźniowi poruszanie się. Teraz mogła już tylko cierpliwie czekać aż tamten odzyska przytomność.
***
Trzeba przyznać, że nastąpiło do o wiele szybciej niż przewidywała. Najwidoczniej z powodu utraconej krwi nie była w stanie trzepnąć go aż tak mocno jak zamierzała. Trudno, najważniejsze, że przez dłuższą chwilę był umysłowo nieobecny. Dzięki temu zyskała trochę czasu na spokojne przetrząśnięcie kieszeni jego ubrania i zorientowanie się z jaką misją został wysłany. To umożliwiło jej zaatakowanie niemal od razu po tym, gdy powrócił do żywych.
- Widzę, że już Ci lepiej. - Uśmiechnęła się do niego słodko, odwracając się od parapetu, gdy tylko leżąca wcześniej u jej nóg Ixaca poderwała się na równe łapy. - To dobrze, bo dzięki temu będziesz mógł odpowiedzieć mi na kilka pytań. I dobrze Ci radzę nie kombinować. W przeciwnym razie mogę Cię zapewnić, że Lila jeszcze dzisiaj będzie musiała poszukać sobie nowego posłańca. - Postąpiła kilka kroków w jego kierunku, obracając w jednej dłoni nóż, który zresztą wcześniej również należał do niego. - Swoją drogą niezłe cacuszko. - Czule pogłaskała ostrze. - I w dodatku wygląda na całkiem użyteczne.
-Kurwa, kobieto ! Czy Ciebie do reszty pogięło ?! - Wyrzucił z siebie, jeszcze zanim zdołał skupić wzrok na jednym punkcie w przestrzeni. - Ja tu przychodzę spokojnie załatwić interesy, a Ty nie tylko serwujesz mi potężnego siniaka na łbie, ale także okradasz mnie w biały dzień ! Masz mi to natychmiast oddać, słyszysz ?! - Z całych sił szarpnął się do przodu, ale prowizoryczne więzy podziałały niczym pasy samochodowe, zmuszając go do powrotu do poprzedniej pozycji.
- To była pierwsza lekcja kultury. - Inuitka wbiła w niego dumne spojrzenie dwójki bursztynowych oczu. - A teraz do rzeczy, czemu przysłała Cię tu z tak dużą sumą pieniędzy ? Przecież ona w kwestiach finansowych nie wierzy nikomu oprócz siebie. Czyżby chciała się mnie pozbyć ?
- Nawet jeśli, to ma rację. Burdel to nie miejsce dla kompletnych wariatek. Nawet taki jak ten. - Odparł wściekle, lustrując z uwagą swoje pęta. - Zresztą jak myślisz, dlaczego tak szczegółowo wypytywała Cię o rodzinę ? Otóż powiem Ci dlaczego - ona nie przyjmuje mężatek.
- A po tym co się dzisiaj stało nabrała podejrzeń, prawda ? - Chávez szybko zamrugała kilka razy, niemal czując jak pod powiekami znowu zaczynają zbierać się jej łzy. - Wie, że ją okłamałam ? - Zapytała, oddychając ciężko.
- Owszem, ale mimo to ma dla Ciebie pewną propozycję, ale jaką konkretnie dowiesz się dopiero, gdy mnie uwolnisz.
- Dobre sobie. - Prychnęła drwiącym śmiechem. - Ja spełnię Twoją prośbę, a Ty mi uciekniesz. Zapomnij.
- W takim razie trochę tu sobie posiedzimy. Właściwie to nawet nie mam nic przeciwko. Całkiem tu przyjemnie. - Odchylił się do tyłu na tyle, na ile pozwalały mu wżynające się w ciało rzemienie, sprawiając że najchętniej przepuściłaby go przez maszynkę do mięsa.
Niestety prawda była taka, że nie mogła sobie na to pozwolić. Jako trup nie wyjawiłby jej przecież tej jakże nurtującej tajemnicy. Najwidoczniej będzie musiała wymyślić lepszy sposób, by rozwinąć mu język.
- Skoro tak uważasz, zostawiam Cię samego. - Czując narastającą wściekłość, z wierną akitą u boku wyszła z pomieszczenia i skierowała się w stronę schodów. Zasiadłszy na pierwszym stopniu, schowała głowę w ramionach i zaczęła po cichu wyklinać po hiszpańsku.

< Kirke ? >

688 słów

środa, 29 czerwca 2022

Od Zeno - CD Rhysa

Rhys nie chciał iśc na ugody, a jego język najchętniej odciąłbym w najbardziej brutalny sposób i dał do zjedzenia swojemu psu. On naprawdę był szalony, albo po prostu niezrównoważony psychicznie skoro wolał iść do niewoli w zamian za jedną, jebana informację. Zadarłem nieco głowę do góry i spoglądając na niego z pomiędzy czarnych włosów wystawiłem rękę w bok. Dokładnie tak jak umawiałem się z chłopakami, którzy stali niedaleko okna i wypatrywali moich znaków. Ta sytuacja od początku była ustawiona tak, by Rhys nie miał się jak obronić, uciekać czy powiadomić sojuszników.
Gdy tylko machnąłem ręką rozległ się głośny trzask wywarzanych drzwi. Rzecz jasna nie tych frontowych od piekarni, ale tylnych, mieszczących się tuż za Rhysem w pomieszczeniu z piecami. Chłopak w oka mgnieniu odwrócił się do mnie tyłem chcąc jak najszybciej zorientować się w sytuacji i być może nawet jakoś zareagować, jedna teraz.... było za późno na cokolwiek. Trzech ogromnych chłopów w kominiarkach wparowało do środka posyłając czarnowłosemu solidny cios pałką w brzuch. Spowodowało to taki ból, że oprawca mojego brata zgiął się w pół jęcząc z bólu na podłodze.

Od Harveya - CD Felixa/Do Anraia & Lukrecji

Przysięgam, że ten zwariowany duet kiedyś zamorduję i to gołymi rękami. Nie było chyba na świecie nikogo aż tak denerwującego niż ci dwaj na przemian strojących sobie żarty. I to ze mnie. A byłem ich przełożonym. Niestety zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Tym razem jednak nie miałem ochoty na ich docinki. Sprawa była poważna, w dodatku sam byłem z nią w pewnym sensie powiązany. Wolałbym już rozwikłać tę zagadkę z zaginięciem.
Kiedy usłyszałem, że Felix chce numer do Lukrecji, zgromiłem go spojrzeniem. Chyba śnił. Nie zamierzałem nikomu go dawać. A już w szczególności temu błaznowi. Nie wiadomo co by jej nagadał. Znając życie nie wynikłoby z tego nic dobrego. Jak już musiałem przesłuchać Lukrecję, wolałem zrobić to sam. Najlepiej byłoby spotkać się w jakimś spokojnym miejscu i porozmawiać. Nasza ostatnia ,,drobna sprzeczka'' stanowiła lekki problem. Bałem się, że dziewczyna przez jakiś czas nie będzie chciała mnie widzieć a co dopiero rozmawiać. Nie chciałem by tamta rozmowa tak się potoczyła, ale czasu już nie cofnę. Bardzo chciałem odnaleźć naszych braci i ukarać winnych. Nie puszczę im płazem takiego występku. Póki co musieliśmy działać, gdyż utknęliśmy w miejscu.

sobota, 25 czerwca 2022

Od Shey - CD Rhys / Do Jayden'a

Patrzyłam w bliżej nieokreślony punkt. Zastanawiał mnie pewien fakt. Kierowca, nie był tym kierowcą, który zazwyczaj ze mną jeździł. Ten miał w sobie coś tajemniczego. Dlatego też wyjęłam ponownie telefon, by napisać do swojego kierowcy z zapytaniem, o coś. Nie musiałam długo czekać, gdyż dostałam odpowiedź. "Dostałem wolny dzień." Nic więcej. Nie przypominało mi się, bym dawała mu dzień wolny, ale już nie chciałam go o to pytać. Jeszcze, by stracił robotę, przez coś takiego. Najpewniej nie ja, bym go zwolniła tylko rodzice. Wiedzą, wszystko i zawsze, to aż czasem przeraża człowieka. Schowałam ponownie telefon i spojrzałam w stronę okna, by móc patrzeć jak mijamy uliczki i zwykłych szarych ludzi. Ci to mają zwyczajne, a czy aby na pewno zwyczajne życie? Na pierwszy rzut oka może takie być, jednakże może takie nie być.

Od Lien Mi - CD Maxa & Katfrin

 Minęło już parę godzin od traumatycznego zdarzenia, które miało miejsce w noc bankietu, a mimo wszystko ja nadal nie mogłam się po tym wszystkim pozbierać. Czekałam jak głupia na jakiekolwiek informacje od Zeno odnośnie sprawy i tego, gdzie obecnie znajduje się Hidden. W to wszystko zamieszana byłam już od kilku lat, jednak tylko ‘na piśmie’. Dopiero gdy przyjechałam byłam w stanie zasmakować tego życia na krawędzi, a jak widać los mnie nie oszczędza i pierwsze co spotkało mnie po przyjeździe to strzelanina na imprezie.

Od razu po tym wylądowałam na łasce rodziny Harris. Trafiłam do rzekomo najbardziej bezpiecznego miejsca jakie było w Londynie, a mowa tu rzecz jasna o mieszczącej się głęboko w lesie willi należącej do tej zamożnej rodziny. Siedziałam mocno przytłumiona w salonie miętoląc w dłoniach materiał od kremowej sukienki, którą miałam na sobie i czekałam…

… po prostu czekałam. 

Jakim szczęściem w tej głuchej ciszy okazały się głosy dochodzące zza drzwi wejściowych ewidentnie zmierzające w moją stronę. Gdy tylko drzwi się uchyliły - wyprostowałam się niczym wystrzelona z procy i stanęłam twarzą w twarz z dwoma, kompletnie nieznajomymi mi osobami.