Totalnie nie byłem sobą ostatnio. Nie wiem czy to wszystko co się wydarzyło spowodowało u mnie jakąś traume, ale faktycznie mocno to przeżyłem i chciałem jak najszybciej wrócić do siebie. Informacja o tym jak potraktował mnie Justin wstrząsnęło mną, ale... sam nie potrafiłem stwierdzić dlaczego. On już wcześniej dawał mi konkretne znaki, że gdyby coś się stało bardzo chętnie zostawiłby mnie za sobą, a ja ślepo wierzyłem o tym, że mu na mnie zależy.
Nie musiałem nawet myśleć nad propozycją Setha. Ledwo go znałem, ale nie chcąc roztrząsać sytuacji, o którą już za chwilę Nat zaczęła wypytywać po prostu skinąłem głowa wstając z miejsca. Wiedziałem, że dziewczyna stanowczo nie pozwoli mi wyjść, ale po krótkim 'to nie twój interes' zdawała się zrozumieć. Byłem bardziej niż pewien, że to musiał ukłuć ją w serce, zranić i najpewniej spowodować, że się na mnie obrazi, jednak w obecnym stanie w jakim się znajdowałem miałem wszystko w dupie. Nowy kolega nawet nie zamierzał wchodzić między nas, komentować i pytać.... przynajmniej w obecności Natalie. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz i uderzył nas letnie gorąco od razu oznajmiłem, że teraz już nie jestem w stanie prowadzić motocykla i musimy przejść się na pieszo. Nie protestował tylko jak piesek posłusznie cały czas dorównywał mi kroku, a że znajdowaliśmy się praktycznie w samym centrum nie ciężko było o alkohol. Proponował bar lub jakąś obskurniejszą knajpę, jednak jedyne na co było mnie teraz stać to kupienie alkoholu w sklepie i udanie się nad brzeg rzeki, który teraz jedynym miejsce, w którym można było zaznać trochę zimniejszego wiatru. Po przejściu już paru kilometrów mój młody towarzysz (on jest w moim wieku, ale cii~) zaczął marudzić więc po prostu wyłożyłem się na trawie upijając łyk tego co jakiś czas temu wypiliśmy.
