Akcja naprawdę wydawała się być naprawdę ciekawa tym bardziej, że pierwszy raz od dłuższego czasu nie kasowaliśmy Londyńskich popierdalaczy, czyli ludzi, którzy rozwijali 220km/h na rondach w mieście. Teraz to było coś naprawdę grubego, aż na samą myśl dostawałem gęsiej skórki od ekscytacji. Nie można tego było oczywiście powiedzieć o Anraiu, który całą swoją energię przenosił albo na gry na telefonie, albo jakieś czasopisma, których wnętrza raczej nie chciałem znać. Swoją droga podejrzewałem już dłuższy czas, że za tymi nic nie wnoszącymi gazetami kryje się drugie dno. Sto procent przynosił sobie gazetki z gołymi babami do pracy i nawet się nie podzielił!
Anrai w końcu poruszył temat tego porwania, ale niestety bezskutecznie. Ani ja, ani Harvey mimo bycia najbliżej tej sprawy nie byliśmy w stanie powiedzieć nic co przybliżyłoby nas do rozwiązania. Ba! Nie mieliśmy nawet jednej wskazówki więc na ten moment ciężko było podjąć jakiekolwiek kroki. Nasz przełożony w związku z tym zlecił dogłębne zbadanie sprawy po czym towarzystwo rozeszło się niczym mgła po godzinie 12. Zostałem tylko ja, Anrai i Harvey z wymalowana irytacja na twarzy. Usilnie wertował wszystkie dokumenty, sprawdzał jedną kartkę po trzy razy i zniecierpliwiony przeszukiwał telefon.