Młody miał charakterek to trzeba było mu przyznać i gdyby nie fakt, że naprawdę byłem u kresu swojej wytrzymałości na ból i stres to może nawet byłbym w stanie bardziej to docenić. Pod tym względem byłem taki jak Zeno - w takich sytuacjach stawałem się drażliwy, wredny i rzucałem 'kurwami' do każdego kto stanął mi na drodze. Mając to w głowie i przy okazji starając się jak najbardziej unormować oddech spojrzałem na nie
-Słuchaj, bąbelku. - wręczyłem mu do ręki ten sam nóż którym wcześniej wymachiwałem. - Jeśli myślisz, ze szef jednej z największych mafii będzie miał jakieś skrupuły co do tego by Cię zabić tylko dlatego, że masz dzianych rodziców to czas zejść z drzewa, bo z takim myśleniem szybko zaczniesz wąchać kwiatki od spodu.
-Przestań do mnie mówić bąbelku! - uparciuch zbliżył się do mnie na metr i zagroził palcem niczym małe dziecko. Spojrzałem na jego rękę i zaraz przeniosłem wzrok na jego twarz. Haha jaki słodziak. Denerwuje się na mnie zamiast myśleć nad tym czy w ogóle to przeżyje.
-Jak stąd wyjdziemy to będziesz mnie błagał żebym nie przestawał. - parsknąłem śmiechem ostatkami sił po czym skierowałem się do wyjścia z piwnicy. Schody prowadzące na górę były długie, strome a na samym ich końcu znajdowały się kolejne drzwi. Oprócz nas i leżącej na ziemi Florencji nie było tutaj nikogo, jednak to była kwestia czasu aż ktoś się zorientuje, że zwialiśmy.