Zamknął mnie w pokoju, pomyślałam słysząc szczęk zamykanego zamka. Nie minęła sekunda, a dźwignęłam się na równe nogi i dopadłam do drzwi, uderzając w nie pięścią.
- Hej! - krzyknęłam. - Nie możesz mnie tu zamknąć!
Przystawiłam ucho do drzwi, nasłuchując. Słyszałam jedynie miarowe, oddalające się kroki i mamrotanie pod nosem, które w końcu ucichło całkowicie. Wtedy zdałam sobie sprawę, że odszedł, zostawiając mnie samą w zamkniętym na cztery spusty pokoju. Siadłam pod ścianą, czując zawroty głowy. Całe moje ciało pulsowało bólem, co przeszkadzało mi w logicznym myśleniu. Wiedziałam, że nic nie wymyślę w tym stanie. Nie wiedziałam czy mój nos był złamany, czy nie, ale bolał niemiłosiernie, a krwawienie nie ustawało. Zdjęłam więc koszulkę przez głowę i zostając w samym staniku, przyłożyłam go do bolącej części. Łzy wielkości grochu toczyły się po moich policzkach, a krew brudziła koszulkę, ale nie przestawałam dopóki nie wydawało mi się, że sprawy wyglądały nieco lepiej. Objęłam ramionami swoje posiniaczone ciało, wzdychając głęboko. Za jakie, kurwa, grzechy, spotykały mnie takie rzeczy? Miałam ochotę płakać. Zaczynając od tego, że zamordowano mojego klienta na moich oczach, potem musiałam jeszcze zmywać z siebie jego krew i kiedy myślałam już, że coś na górze postanowiło się nade mną zlitować i podrzuciło ten portfel, zostałam porwana. I najwyraźniej mój porywacz winił mnie za to, że próbowałam uciec. Nie wiem co sobie myślał - że go przytulę, podziękuję za kilka tostów i kawałek ubrania? Prychnęłam, czując narastającą złość. W pokoju nie było nic, co mogłoby mi pomóc w ucieczce lub obezwładnieniu mężczyzny. Wiem, bo zdążyłam już go przeszukać wzdłuż i wszerz. Czy zawsze trzymał tu swoje ofiary? Dobrze, że pod łóżkiem nie było kałuży krwi, bo zaczęłabym myśleć, że to psychopata a nie facet, który chciał odzyskać swoje pieniądze.