sobota, 7 sierpnia 2021
Od Zeno CD Elodie
Od Hiddena CD Justina
- A co jeśli nie chcę się ubierać i wyjść stąd? - zaproponowałem nieco inną opcję, a w moim głosie nieprzerwanie słychać było lekkie rozbawienie spowodowane dziwnymi pomysłami Justina. Być może miał trochę racji odnośnie tego, że ostatnio jestem bardziej rozdrażniony. W końcu w życiu mojej rodziny wiele się działo i to zdecydowanie były same sytuacje na minus. Ja sam po sobie nie widziałem przesadnej zmiany, jednak z jakiegoś powodu zaczął mi przeszkadzać brak zainteresowania ze strony mojego przyjaciela.
piątek, 6 sierpnia 2021
Od Noah CD Lan Ho
Bez Mouse w szkole było… nudno. Dosłownie ludzie z tej szkoły są tak płascy jakby byli w 2D. Tylko by gadali o szkole, ocenach i jakiś innych pierdołach. Lekcje w tym roku też nie są dla mnie interesujące, już to przerabiałem rok temu a że jestem pojętnym uczniem to teraz wszystko zdawałem śpiewająco. Dlatego też cały dzień mi się mega dłużył. Dodatkowo gdy twojego dilera nie ma w szkole to nie ma też co jarać. No nic jakoś trzeba przeboleć jak się nie robi zapasów.
Po zajęciach i obowiązkowym treningu z koszykówki wróciłem swoim cudownym mercem do domu gdzie zastałem pięknie przygotowany stół na obiad rodzinny.
Od Justina CD Hidden
Po odesłaniu przez Zeno nasz wszystkich do pokoi każdy grzecznie się rozszedł w swoja stronę. Dom rodziny Moretti-Harris był niesamowicie duży, dlatego też nasze sypialnie wyglądały jak z katalogu. Co o dziwo powodowało u mnie, że nie potrafiłem się odnaleźć w tym miejscu. W mieszkaniu moim i Elodie moim pokojem był w zasadzie salon – tak śpię na kanapie. Przywykłem do ciasnoty, a tu miejsca było aż do przesady. Może byłem osobą nadmiernie aktywną, taki trochę ADHD-owiec bo przez ponad pół godziny łaziłem w tą i z powrotem po całym pokoju, dosłownie nie mogłem znaleźć dla siebie miejsca aby gdzieś w spokoju usiąść, aż w końcu zrezygnowałem z wydeptywania podłogi i uznałem, że pora odwiedzić swojego przyjaciela.
Od Rhysa do Hiddena
Byłem już dość spóźniony do pracy. Powinienem wstać dobre pół godziny temu. Nie zdarzało mi się zaspać. To nie pasowało do mnie. Punktualność była najważniejsza. Nie mogłem sobie pozwolić na utratę pracy. Była częścią mojego życia, pasji i nie mogłem dać powodu do mojego zwolnienia. Co prawda jedno spóźnienie raczej nie przekreśli mnie u starszego pana, a zarazem właściciela cukierni. Jednakże umówiłem się z nim na otwarcie lokalu i nie mogłem go zawieść. Dziś była moja kolej. Sprawdziłem godzinę na komórce. Miałem dziesięć minut do odjazdu autobusu. Jak i na niego się spóźnię, będę pogrzebany. Akurat wczoraj odprowadziłem swój samochód do mechanika. Co za zrządzenie losu. Prześladował mnie pech. W dodatku stan baterii w komórce zwiastował, że i ona wkrótce się rozładuje. Złapałem ładowarkę, odnajdując ją na podłodze tuż przy łóżku. Wsadziłem kabel między zęby, gdy ręce zajęte były przeszukiwaniem szafy. Złapałem pierwsze lepsze ciuchy. Na szczęście czyste, lecz nie uprasowane. Trudno. To nie pokaz mody, tylko zwyczajny dzień w cukierni.