Wszystko poszło nie tak, jakbym tego chciał. Liczyłem, że sprawa na komendzie okaże się tylko formalnością i pójdzie gładko. Niestety. Zamiast upragnionego spokoju, mieliśmy na karku policję. I nawet ja nie potrafiłem wpłynąć na decyzję chłopaków. Nie mogłem im rozkazać, aby porzucili tę sprawę. Czułem, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. Sytuacja zapewne się zagęści. Już teraz nie było wesoło.
Słowa Lukrecji mnie zszokowały. Przywiozłem ją na komendę wiedząc, że jest niewinna, że ta broń wcale nie należała do niej. Doskonale pamiętałem sytuację z cukierni, kiedy na zapleczu zastałem Lukę wraz z Rhysem. Nie wiedziałem wtedy, że dziewczyna, która skradła mi serce ma jakiekolwiek powiązania z mafią. Prościej było uwierzyć w jej wersję zdarzeń. Rhys miał już problemy z prawem, dlatego posiadanie przez niego broni nie było aż takim zaskoczeniem. Nie uwierzyłem, kiedy się tego wypierał. Dziś dowiedziałem się, że jednak był niewinny. Przynajmniej w tej kwestii. Nie dziwiłem się, że mnie znienawidził, skoro nawet go nie wysłuchałem.